Narodziny i śmierć

Moi kochani, ten wpis nie wypływa ode mnie. Zainspirował mnie do napisania tego wpisu, mój kolega Bartek (dobry wszechpolak z Radomia ) Z początku nie wiedziałem co ja miałbym napisać, zastanawiałem się, ale po przemyśleniu, przemodleniu odczytałem, że wpis jest konieczny, dlatego dzięki Bartek za inspirację 🙂

Nasze narodziny dla świata. 

nar1Moi kochani, przychodząc na ten świat, rozpoczynamy naszą drogę ku niebu. Zaczynamy niesamowitą wędrówkę wiary, wędrówkę codziennego poszukiwania Boga, śladów Jego obecności. Wędrówka ta, nieraz jest trudna i ciężka, bo życie nie zawsze jest łatwe. Rodzimy się i wiemy, że cierpienie będzie nam towarzyszyć, że zły będzie nas kusić i zwodzić na wszelkie sposoby. Życie jest jedną, wielką wędrówką ku niebu, jest nieustannym przeciereniem szlaków, odkrywaniem nowych ścieżek ku Bogu. To, jak przeżyjemy nasze życie jest zależne tylko od Nas samych, ponieważ mamy wolną wolę. Tak często nasze życie postrzegamy jako czas, w którym panuje zasada „róbta co chceta” idziemy tą naszą ścieżką, zapominając, że życie jest jedno, że nie możemy cofnąć czasu, zacząć pewnych spraw od nowa. Życie chwilą nie jest dobre, nasze chrześcijańskie życie musi być chrystocentryczne, musimy patrzeć w wieczność i być zasłuchanymi w głos Chrystusa, który mówi daje nam propozycję jak żyć. To czy ją przyjmiemy zależy tylko od Nas.

Nasze narodziny dla nieba. 

nar2Kiedy nasze ziemskie pielgrzymowanie dobiega już końca, stajemy w obliczu najważniejszego spotkania w dziejach ludzkości: spotkania Boga i człowieka. Całe życie to jedno wielkie przygotowanie do najważniejszego spotkania, które jest zwieńczeniem oczekiwania. Jeden z moich „ulubionych” jezuitów, czyli O. Grzegorz Kramer SJ napisał ostatnio na Swoim facebooku takie trochę prowokujące słowa: „Chcę umrzeć” Na pierwszy rzut oka można powiedzieć,że Ojciec depresji dostał i mu życie zbrzydło, albo, że już ma dość bycia jezuitą. Na szczęście jestem prawie pewny, że o. Grzegorzowi nie o to chodziło. Osobiście uważam, że w tych słowach było ukryte pragnienie nieba i ostatecznego spotkania z Bogiem. Wiara nas zapewnia, że życie nasze choć się zmienia, to jednak się nie kończy. Pięknie podkreśliła to jedna z mszalnych prefacji. Myślę,że dla chrześcijanina nie ma większej radości niż spotkanie ze Zbawicielem. Tak jak w tym naszym ziemskim życiu cierpimy, doznajemy udręk, upadamy, tak w tym życiu niebiańskim jest jedna, wielka radość i chwalenie Boga. Tam nie ma bólu, nie ma ziemskich trosk, nie ma cierpienia, jest tylko Bóg. A cóż nam więcej potrzeba? 🙂

Nie sądzę by mój wpis wniósł coś nowego do naszego myślenia o życiu i śmierci, nie wiem także czy uderzył w czytelnicze gusta, a szczególnie w gust Bartka, ale myślę, że chociaż zwróciłem naszą uwagę na sprawy wieczne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *